Sztuka pisania listów, tych zwykłych papierowych – zanika. Mail, sms, szybka wymiana myśli na chacie na FB lub gmailu zastąpiła już chyba całkiem lub prawie całkiem listy papierowe. Dlatego tak bardzo zawsze cieszą mnie listy, które otrzymuję od pewnej, bardzo wyjątkowej osoby.

Listy na pamiątkę…
Oczekiwanie na odpowiedź na wysłany przeze mnie list zawsze miało w sobie coś ekscytującego. Pamiętam, kiedy podczas mojego pierwszego pobytu w Londynie czekałam z wytęsknieniem na listy z domu i od Misiolka – wciąż mam te i wiele innych listów zachowane na pamiątkę. Ciekawi mnie, jakie pamiątki (może pierwszych miłości? ;)) będą zachowywać moje dzieci, skoro pisanie listów wychodzi z mody? Ale wracając do rzeczy…
Sztuka pisania listów – jedni to mają, inni – nie
Cała historia zaczęła się w styczniu ubiegłego roku, niemalże wraz z pomysłem na Projekt Londyn. Napisałam dwa listy od żyjących autorów książek, na których opieramy naszą podróż. Jeden do J.K Rowling – przyszła odpowiedź napisana przez sekretarkę, bezpłciowa, chłodna, nie zachęcała do podtrzymywania korespondencji (pisałam o tym TU).
Ciepło i serdecznie
Drugi – do Pana Michaela Bonda, autora Misia Paddingtona. Zupełnie inny. Ciepły, serdeczny, podpisany i zaadresowany ręką autora. Od tego czasu korespondujemy. Odpowiedzi od Pana Bonda przychodzą zwykle krótko po tym, jak wyślę mu list. I zwykle są bardzo w porę – kiedy mam zły humor, lub wracam do domu po ciężkim dniu w pracy, a mąż wyjmuje ze skrzynki podłużną białą kopertę, ze znaczkiem z wizerunkiem królowej i napisem „Royal Mail”, zaadresowaną zapewne już nieco drżącą ręką, starszej jednak osoby (wyobraźcie sobie, że Pan Bond skończył w tym roku 88 lat!) – to już wiem, że na pewno w liście będzie coś miłego i przyjemnego. Razem z pierwszym listem otrzymaliśmy od Pana Bonda książkę – Przewodnik Misia Paddingtona po Londynie (pisałam o tym TU), w jednym z kolejnych Pan Bond udzielił nam wywiadu (możecie go przeczytać w całości o TU).

A kilka dni temu nadeszła bardzo oczekiwana przeze mnie odpowiedź. Otóż Pan Bond już zarezerwował sobie czas na spotkanie z nami podczas naszego pobytu w Londynie. Nie macie nawet pojęcia, jak bardzo ucieszyła mnie ta informacja. Dzieci były może nieco mniej podekscytowane, ja jednak uważam to za jedno z większych osiągnięć przy okazji organizacji Projektu Londyn.

Pomocy!
No i teraz mam zagwozdkę. Poradźcie mi proszę! Co powinniśmy zawieźć Panu Bondowi, jako prezent od nas i podziękowanie za spotkanie – bo bardzo chcielibyśmy coś mu podarować. Dodam tylko, że jakiś czas temu wysłałam Panu Bondowi rysunek Księciunia – ilustrację do bajki „Paddington zwiedza miasto”. Czy powinno to być coś wykonanego przez dzieci? Czy może coś typowo polskiego – ale co? Trochę czasu na wymyślenie jeszcze mamy, ale już dziś proszę Was o pomoc.
to musi być niesamowite uczucie korespondować z tak fantastycznym autorem. Co do prezentu nie pomogę – a może? ja bym zawiozła mu zilustrowaną bajkę o Misiu – zilustrowaną przez dzieci – jak One to widzą
Myslę, że spodobałby mu się taki „osobisty” prezent
Tak, prezent od dzieci będzie bardzo wyjątkowy i na pewno zapadnie w pamięci
A może mapa naszego pięknego kraju wykonana przez dzieciaki w stylu Mizielińskich? Obrazkowo więc obrazowo – bez barier językowych. Żeby tak trochę polskości Panu Bondowi zawieźć?…
Cóż za cudowny pomysł! Uwielbiam Paddingtona i miło słyszeć, że autor jego przygód jest równie miły co i sam miś
A może napisać historyjkę o tym jak Paddington odwiedza Polskę? I ją zilustrować?
Dorota, w dobrym kierunku podążasz
Dopiero teraz się zorientowałam, że prosiłaś o pomoc już jakiś czas temu. Ciekawa jestem więc co wymyśliliście