Spotkanie blogerek w Poznaniu

No wiecie – ten tego – jestem podróżniczka. Matka podróżniczka. Szczególnie lubię podróżować na spotkanie blogerek. Północ, południe, wschód, zachód – nie ma znaczenia! 

plakat_popr2

Dlatego nie przejmując się zbytnio aurą panującą na zewnątrz (jakieś -15 stopni), w sobotni poranek wyruszyłam do Poznania na kolejne (to już chyba czwarte!!!) spotkanie mam blogerek. O rany, normalnie robię się recydywistką ;). Spotkanie było organizowane przez Kasię z Dzidziusiowa i Basię z bloga Młodzi Rodzice.

1390645588918_1

Pierwsza przybyłam do poznańskiej kawiarni Gauganek. Miejsce z zewnątrz niepozorne – bo schowane na jednym z podwórek, ale w środku bardzo przyjazne rodzinom z dziećmi. Na niewielkiej przestrzeni jest przytulna sala kawiarniana, a obok – mmmm – cudowny plac zabaw.

No dobra, ale miejsce – miejscem, a i tak dla mnie najważniejsi byli ludzie. A konkretnie – dziewczyny, które przyszły na spotkanie. No i tu mnie ogarnia zdumienie. Bo już kurczę rok siedzę w tej blogosferze, wędruję po blogach – rodzicielskich, podróżniczych i innych, jeżdżę po spotkaniach, a ciągle i wciąż na tych spotkaniach poznaję nowe blogi i nowe mamy.

Tym razem znanych mi blogów było kilka, twarzy znanych – tylko jedna – Justyna z Mazumazu.

To spotkanie było nieco inne od tych, w których brałam udział. Po pierwsze – czas był tylko i wyłącznie dla nas – na poznanie się, nasze babskie ploty, wymianę myśli, uprzejmości i hejtu ;).

Po drugie – była „loteria”, z której dochód został w całości przeznaczony na rzecz małego Wojtusia (u Matki Wygodnej przeczytacie o Wojtusiu więcej).

Był też piękniasty tort z logiem spotkania. I oprócz tego, że był piękny – był też smaczny :).

spotkanie blogerek

spotkanie blogerek

Strasznie przeszkadzałam Paulinie – Mama w Juliankowie, ciągle się wiercąc w te i z powrotem, chciałam się wkupić w łaski Matki Wygodnej – niby że ja taka miła jestem, ale oczywiście chciałam ją przekupić żeby wybrała mnie na lutowe spotkanie blogerów we Wrocławiu, chciałam wydać Justynę z Mazumazu za mąż i shejtowałam Matkę Prezesa.

Pewnie już cała blogosfera huczy o co był hejt. No to już tłumaczę :). Mam takie zboczenie – jak tylko można – pięćdziesiąt tysięcy razy wolę kupić pieczywo niekrojone od krojonego. Dlaczego? Otóż takie pokrojone jest przechowywane w workach i nie ma chrupiącej skórki. A ja uwielbiam chrupiącą skórkę od chleba. Poza tym – jak mam nie pokrojony chlebek – to grubość pajdek zależy ode mnie (a wierzcie mi – czasem lubię sobie naprawdę grubą kromę ukroić:)). No więc mój hejt wynika absolutnie z łakomstwa a nie z bycia Perfekcyjną Panią Domu (wręcz przeciwnie – należę do grupy CHPD – nie rozwinę skrótu ;)).

Spotkanie było tak udane, że jak widziałam, powstała inicjatywa kolejnego – tym razem w maju. O wszystkim przeczytanie na stronie poznanmysie.wordpress.com, prowadzonej przez TomiTobi.

Podsumowując, było super! Ja już czekam na kolejne spotkania blogosferowe. Moje najbliższe – przy kawie już w tą sobotę, a potem? No nie wiem, wszystko zależy od organizatorek :).

13 myśli nt. „Spotkanie blogerek w Poznaniu

    • Wszystko minie i dzieci kiedyś podrosną. Ja tym razem byłam sama, bo na mróz się nie odważyłam szkrabów zabrać. Misiolek dzielnie się nimi zajmował cały dzień :)

      Odpowiedz
  1. Sabina ja to do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że się wybrałaś pociągiem do nas!! Odważna z Ciebie kobietka, bardzo miło było Cię poznać :*

    Odpowiedz
    • Heh, co tam mrozy i śniegi. Warto było – poznać Was wszystkie i każdą z osobna :). Dzięki za to spotkanie!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz