No wiecie – ten tego – jestem podróżniczka. Matka podróżniczka. Szczególnie lubię podróżować na spotkanie blogerek. Północ, południe, wschód, zachód – nie ma znaczenia!
Dlatego nie przejmując się zbytnio aurą panującą na zewnątrz (jakieś -15 stopni), w sobotni poranek wyruszyłam do Poznania na kolejne (to już chyba czwarte!!!) spotkanie mam blogerek. O rany, normalnie robię się recydywistką ;). Spotkanie było organizowane przez Kasię z Dzidziusiowa i Basię z bloga Młodzi Rodzice.
Pierwsza przybyłam do poznańskiej kawiarni Gauganek. Miejsce z zewnątrz niepozorne – bo schowane na jednym z podwórek, ale w środku bardzo przyjazne rodzinom z dziećmi. Na niewielkiej przestrzeni jest przytulna sala kawiarniana, a obok – mmmm – cudowny plac zabaw.
No dobra, ale miejsce – miejscem, a i tak dla mnie najważniejsi byli ludzie. A konkretnie – dziewczyny, które przyszły na spotkanie. No i tu mnie ogarnia zdumienie. Bo już kurczę rok siedzę w tej blogosferze, wędruję po blogach – rodzicielskich, podróżniczych i innych, jeżdżę po spotkaniach, a ciągle i wciąż na tych spotkaniach poznaję nowe blogi i nowe mamy.
Tym razem znanych mi blogów było kilka, twarzy znanych – tylko jedna – Justyna z Mazumazu.
To spotkanie było nieco inne od tych, w których brałam udział. Po pierwsze – czas był tylko i wyłącznie dla nas – na poznanie się, nasze babskie ploty, wymianę myśli, uprzejmości i hejtu ;).
Po drugie – była „loteria”, z której dochód został w całości przeznaczony na rzecz małego Wojtusia (u Matki Wygodnej przeczytacie o Wojtusiu więcej).
Był też piękniasty tort z logiem spotkania. I oprócz tego, że był piękny – był też smaczny :).
Strasznie przeszkadzałam Paulinie – Mama w Juliankowie, ciągle się wiercąc w te i z powrotem, chciałam się wkupić w łaski Matki Wygodnej – niby że ja taka miła jestem, ale oczywiście chciałam ją przekupić żeby wybrała mnie na lutowe spotkanie blogerów we Wrocławiu, chciałam wydać Justynę z Mazumazu za mąż i shejtowałam Matkę Prezesa.
Pewnie już cała blogosfera huczy o co był hejt. No to już tłumaczę :). Mam takie zboczenie – jak tylko można – pięćdziesiąt tysięcy razy wolę kupić pieczywo niekrojone od krojonego. Dlaczego? Otóż takie pokrojone jest przechowywane w workach i nie ma chrupiącej skórki. A ja uwielbiam chrupiącą skórkę od chleba. Poza tym – jak mam nie pokrojony chlebek – to grubość pajdek zależy ode mnie (a wierzcie mi – czasem lubię sobie naprawdę grubą kromę ukroić:)). No więc mój hejt wynika absolutnie z łakomstwa a nie z bycia Perfekcyjną Panią Domu (wręcz przeciwnie – należę do grupy CHPD – nie rozwinę skrótu ;)).
Spotkanie było tak udane, że jak widziałam, powstała inicjatywa kolejnego – tym razem w maju. O wszystkim przeczytanie na stronie poznanmysie.wordpress.com, prowadzonej przez TomiTobi.
Podsumowując, było super! Ja już czekam na kolejne spotkania blogosferowe. Moje najbliższe – przy kawie już w tą sobotę, a potem? No nie wiem, wszystko zależy od organizatorek :).
A to Ty nie lubisz krojonego chleba. W końcu zrozumiałam cala sytuacje.
Pozdrawiam i czekam na kolejne spotkanie.
Tak, to ja jestem ta wariatka od chleba
Dlaczego ja mam małe niemoblilne dzieci nooo?
Wszystko minie i dzieci kiedyś podrosną. Ja tym razem byłam sama, bo na mróz się nie odważyłam szkrabów zabrać. Misiolek dzielnie się nimi zajmował cały dzień
Wszędzie Cię pełno
fajnie że dzięki temu będziemy się widywać częściej
A bo ja taka łajza jestem
Sabina ja to do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że się wybrałaś pociągiem do nas!! Odważna z Ciebie kobietka, bardzo miło było Cię poznać :*
Heh, co tam mrozy i śniegi. Warto było – poznać Was wszystkie i każdą z osobna :). Dzięki za to spotkanie!
Ahahahaha
Ale Wam fajnie :-)) szkoda że tak daleko :))))
Wiedziałam gdzie usiąść! Super było Cię poznać, mam nadzieję, że do zobaczyska!
Do zobaczenia!