Warszawa – da się lubić?

Miejsce akcji: Warszawa. Stolica europejskiego kraju. Kiedyś pretendująca do Europejskiej Stolicy Kultury. Miasto XXI wieku. Czyżby?

Warszawa da się lubić

Dzień jak co dzień. Wakacje. Moje plany przed wyjazdem do Londynu – pokazać dzieciakom nowe miejsca w Warszawie – których jeszcze razem nie odwiedziliśmy. Pogoda dopisuje. Wybór pada na plac zabaw w Forcie Bema – Dzielnica Bemowo reklamuje go jako największy w Warszawie.

Trzeba sprawdzić na ZTM, jak się tam dostać z naszego Służewca – w końcu to drugi koniec Warszawy. Trzykrotnie ZTM pokazuje mi, że nie ma tam połączenia. Jak to nie ma – na pewno jest! Sprawdzam Jak dojadę – oczywiście jest – dwie przesiadki, będziemy jechać tam ponad godzinę.

Mimo planu, że o 10.00 wychodzimy z domu – wleczemy się, jak muchy w smole. Gdyby nie telefon od Kasi – w końcu chyba byśmy się tam nie wybrali dziś. Ale Kasia dzwoni, że jadą – no to raz, dwa – o 12.00 wychodzimy z domu.

Kierunek – kiosk ruchu (lub czegokolwiek innego). U zaprzyjaźnionego pana kioskarza chcę kupić dwa ulgowe i dwa normalne – na tam i z powrotem. Ulgowe są, normalny tylko jeden. Nic to, mówię, kupię sobie w metrze. Zwykle mam kartę miejską ładowaną na 3 miesiące – tym razem nie naładowałam, bo przecież właśnie zaraz wyjeżdżamy na dwa tygodnie – plan naładowania jest po powrocie.

Jedna przesiadka – Łobuz marudzi, że metrem nie chce jechać, bo metro jest głośne. Nic to, mówię, będzie fajnie, zobaczysz. Druga przesiadka – Księciunio wybiega z metra, jak oparzony. Jest w nowym miejscu – musi zrobić rozeznanie terenu. Wybiegam za nim, ciągnąc marudzącego Łobuza, który chce odpocząć. Przecież siedziałyśmy w metrze. Ale tam telepało i nie można było spać.- odpowiada Łobuz

Ja też jestem w nowym miejscu. Rozglądam się za następnym przystankiem. Oczywiście wysiedliśmy ze złej strony i teraz musimy przejść całą długość peronu, żeby wsiąść do autobusu. Na peronie metra jest mapa, oczywiście, że jest. Tylko nie ma na niej rozrysowanych przystanków…

Jedziemy już trzecim środkiem transportu, kiedy przypominam sobie o tym, że miałam sobie kupić bilet na powrót do domu. Ech, wzdycham, trudno – kupię w kiosku, jak będziemy wracać. I tu niespodzianka – plac zabaw przy Forcie Bema to „middle of nowhere” – nie ma kiosku ruchu, nie ma automatu biletowego, nie ma tam nic, co przypominałoby swoim wyglądem cokolwiek, przy czym można kupić bilet ZTM. No tak, w Centrum, gdzie kiosk ruchu jest co 5 metrów, automatów biletowych jest na kopy! Kupię w autobusie powrotnym, powtarzam, jak mantrę.

Plac zabaw rzeczywiście jest cudowny, przez dwie godziny dzieciaki szaleją tak, że tylko głowy im odskakują. Ja huśtam, kręcę, podaję pluszaki, wodę, sok, kanapkę. Kupuję lody. Kiedy przychodzi czas powrotu do domu reflektuję się, że mam albo 3,40 zł (więc o złotówkę za mało na bilet jednorazowy), albo 10 zł (za dużo!). Modlę się o automat biletowy w autobusie – przecież w większości warszawskich autobusów już są!

Przyjeżdża autobus – oczywiście automatu biletowego nie ma – kasuję bilet Księciunia i idę kupić bilet do kierowcy. Daję mu 10,40 – żeby łatwiej było mu wydać. Mówi, że sprzeda mi tylko za odliczoną kwotę. Wiem, mogłam mu w tym momencie zostawić tą dychę – i wziąć bilet z 4,40, ale nie pomyślałam już o tym. Wiem, mogłam wysiąść – ale żal mi było dzieciaków, które po tylu godzinach brykania były już zmęczone. Nie zrobiłam tego – wzięłam na siebie ryzyko przejazdu bez biletu.

Na następnym przystanku oczywiście wsiedli kontrolerzy. I bach – mandat za jazdę bez biletu. Należał mi się. Wiem. Ale ja nie o tym. Tylko o tym, że w nowoczesnym mieście, jakim chce być widziana Warszawa jest takie „middle of nowhere” – gdzie nie można uświadczyć biletu. I wcale nie zdziwiłabym się, gdyby kontrolerzy byli umówieni z kierowcą – bo nie tylko ja byłam w takiej sytuacji w tym kursie autobusu. Przez przynajmniej 1 przystanek przed i ze dwa po – nie ma na przystanku żadnego automatu z biletami ani żadnego kiosku. autobus nie ma biletomatu też a kierowca nie chce wydać. Po prostu super.

Warszawa – da się lubić?

Drogie Władze Warszawy, jest jeszcze sporo do zrobienia w dziedzinie transportu publicznego. Bo to chyba wstyd, żeby w stolicy europejskiego kraju, w XXI w. nie można było wyposażyć kierowcy w terminal do kart, każdego autobusu w biletomat itp., nie sądzicie? Dlaczego w tak wielu stolicach europejskich można (lub wręcz należy!) kupować bilet u kierowcy, a nie można tego zrobić w Warszawie? W Londynie (no nie mogłabym go nie wspomnieć, prawda? :)), wchodząc do autobusu każdy pasażer musi okazać bilet lub kupić go u kierowcy. Dlaczego tego systemu nie może być w Warszawie? I po co pełno automatów do sprzedaży biletów stoi tam, gdzie jest ich dużo i dodatkowo są kioski ruchu, a na obrzeżach Warszawy, gdzie brak kiosków, takich automatów się nie stawia… A to Polska właśnie…

8 myśli nt. „Warszawa – da się lubić?

  1. samo życie niestety. Ja na własne oczy widziałam sytuację, jak kontroler wsiadł do tramwaju i zablokował natychmiast po wejściu kasowniki, zanim ktoś zdążył skasować bilet…
    ja przedwczoraj musiałam kupić bilet. w portfelu jedynie 10 zł w banknocie. I żadnych monet, a automat przyjmuje tylko monety… straciłam masę czasu, szukając miejsca do rozmienienia.

    Odpowiedz
    • A wydawałoby się, że w tej Warszawie to już wszystko jest, prawda? A jednak wciąż są jeszcze pola do poprawy…

      Odpowiedz
  2. Ja w czasie naszej wizyty w Wawie tez poszukiwalam biletu. Ile o ile biletomaty sa w autobusach o tyle przyjmujatylko karty. Dla osoby, która takowej nie posiada, lub turysty z zagranicy to problem. Mialam przy sobie tylko karte angielska, kupujac bilet za 4 zl, moj bankskasowal by mnie kolejne 8zl za transakcje…. A co do autobusów w Londynie, to zakilka dni kierowcy przestana przyjmowac gotówke.

    Odpowiedz
    • O, patrz! A ja często spotykam w Warszawie też takie automaty (tylko one chyba w tramwajach raczej) – wyłącznie na monety… Nie lubię ich. Zdecydowanie wolę te na karty. Zbliżeniowe :)

      Odpowiedz
  3. no to ostrzegam, w Londynie tez sporo takich miejsc gdzie nie mozna kupic biletu lub doladowac karte oyster.. czasami trzeba isc w tym celu az dwa przystanki na piechote… A od miesiaca nie mozna juz kupic biletow w autobusie.. wiec jak ktos zapomnial nabic karte oyster ma przechlapane..a to tez miasto nie male:))

    Odpowiedz
    • W Londynie będziemy mieć travel card 7-dniowe, które kupimy zaraz na lotnisku :). Damy radę!!!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz