Dziś chciałam Wam przedstawić efekt naszej wspólnej pracy – to znaczy Waszej inspiracji z wpisu o Sztuce pisania listów oraz pracy dzieci – Nati, Księciunia i Łobuza (z moim skromnym udziałem (w postaci osoby nakierowywującej na właściwy trop ;)). W efekcie powstaje właśnie w jednej z warszawskich drukarni mini-książeczka, w bardzo limitowanym nakładzie 2 egzemplarzy opowiadaniem o tym, jak Paddington przyjechał do Warszawy. Tą książeczkę (oczywiście opowiadanie już przetłumaczone na angielski), chcemy ofiarować Panu Bondowi podczas naszego spotkania. A ja dziś, zapraszam Was przedpremierowo na opowiadanie Paddington i zagadka zaginionego pióra.
Paddington i zagadka zaginionego pióra
Tekst: Łobuz i Księciunio, ilustracje: Nati, ilustracja na okładkę: Łobuz
Jest godzina 19.25 i właśnie na Lotnisku Chopina w Warszawie wylądował samolot którym Miś Paddington przyleciał do Polski. Paddington przyleciał do Warszawy na zaproszenie trójki dzieci – swoich przyjaciół: Natalki, Hani i Pawełka.
Kiedy Paddington przeszedł przez odprawę paszportową, dzieci zawołały:
-Witaj Misiu Paddingtonie! Jak ci minęła podróż?
-Wszystko byłoby dobrze – odpowiedział Paddington – gdybym tylko mógł zjeść swoją kanapkę z marmoladą.
-A dlaczego nie mogłeś jej zjeść?
-Mój sąsiad z samolotu poszedł do toalety. W tym czasie wyjmowałem kanapki ze swojej walizki. Odłożyłem na chwilę kanapki na siedzenie obok, żeby zamknąć i schować walizkę do schowka ponad głową. W międzyczasie mój sąsiad wrócił, nie zauważył kanapek i usiadł na nich.
-To pewnie jesteś bardzo głodny – powiedział Paweł – Jedźmy do domu.
***
Następnego dnia po śniadaniu dzieci zaproponowały Paddingtonowi spacer po Łazienkach Królewskich. Kiedy już tam dotarli, najpierw udali się pod pomnik Fryderyka Chopina – wielkiego polskiego kompozytora i pianisty. A ponieważ właśnie była niedziela, mogli posłuchać koncertu szopenowskiego.
Kiedy słuchali koncertu, Paddington, mimo że po śniadaniu, postanowił przygotować sobie kanapki. Wyciągnął sobie chleb, położył go na serwetce i zabrał się do wyciągania marmolady. Kiedy odkręcał słoik, przez przypadek strącił kanapkę do wody.
-Co tu zrobić? – zamruczał Paddington i wtedy jego wzrok padł na pobliskie krzaki. – Tam na pewno znajdę jakiś patyk, którym będę mógł wyłowić swoją kanapkę.
Kiedy zbliżył się do krzaków usłyszał cichutki płacz. Za chwilę zobaczył pięknego pawia, który płakał.
-Co się stało?- zapytał Paddington.
-Zgubiłem swoje najpiękniejsze pióro – odpowiedział Paw.
-Czy mogę Ci jakoś pomóc? – zaproponował miś. – Może przypomnisz sobie, gdzie dziś spacerowałeś i przejdziemy tam, żeby poszukać twojego pióra.
-Och, dziękuję ci bardzo. Tak, myślę, że przyda mi się pomoc. Ostatnim razem spacerowałem po deskach Amfiteatru – chciałem się przez chwilę poczuć, jakbym był Makbetem ze sztuki Szekspira – powiedział Paw.
-Dobrze, zatem chodźmy tam.
Amfiteatr w Łazienkach Królewskich znajduje się pod gołym niebem – w ogóle nie ma dachu. Scena zbudowana jest na wzór starożytnego teatru – pełno na niej antycznych kolumn, a niektóry z nich wyglądają, jakby byłe specjalnie zniszczone. Scenę od części dla publiczności oddziela fosa, co powoduje, że scena jest na wyssie. Publiczność może usiąść na ławeczkach, które ułożone są w półkole.
Paddington z Pawiem przeszli przez mostek na scenę i zaczęli szukać.
W momencie, kiedy Paddington znalazł się na środku sceny wydarzyło się coś dziwnego – zaczął mówić wierszem:
-Ona zawstydza świec jarzących blaski;
Piękność jej wisi u nocnej opaski
Jak drogi klejnot u uszu Etiopa.
Nie tknęła ziemi wytworniejsza stopa.
Jak śnieżny gołąb wśród kawek tak ona
Świeci wśród swoich towarzyszek grona.
Zaraz po tańcu przybliżę się do niej
I dłoń mą uczczę dotknięciem jej dłoni.
Kochał–żem dotąd? O! zaprzecz, mój wzroku!
Boś jeszcze nie znał równego uroku.[1]
Kiedy Paw się zorientował, że coś dziwnego dzieje się z Paddingtonem, zaczął go dziobać w rekę.
-Paddingtonie, ocknij się!
-O rety, przepraszam, nigdy nie występowałem na takiej scenie i kiedy na nią wszedłem od razu wydało mi się, że jestem Romeo. Chodźmy dalej, tu nie ma twojego pióra.
-Chodźmy przed Pałac na Wyspie – tam wcześniej spacerowałem – powiedział Paw. – Rozkładałem tam mój ogon przed przechodniami, żeby mogli zrobić piękne zdjęcia.
I poszli.
Pałac na Wyspie był kiedyś letnią rezydencją ostatniego króla Polski – Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przed wejście do Pałacu rozciąga się piękny widok na staw. Tam też podpływają gondole, którymi można popływać.
Paddington tak zawzięcie szukał pawiego pióra, że w pewnym momencie, kiedy stał na schodach przy brzegu stawu, zachwiał się i prawie wpadł do wody. Na szczęście w ostatniej chwili Paw złapał go dziobem za płaszczyk.
-Oj Pawiu, wygląda na to, że tu też nie ma twojego pióra. Pamiętasz, gdzie jeszcze spacerowałeś? – zapytał Paddington.
-Całkiem rano przechadzałem się po ogrodzie przed Starą Pomarańczarnią. To całkiem nie daleko stąd. – odpowiedział Paw.
-Mmmm, pomarańczarnia brzmi smakowicie. Czy są tam kanapki z marmoladą z pomarańczy, bo już się zrobiłem nieco głodny – rozmarzył się Paddington.
Kiedy dotarli do ogrodu przed Starą Pomarańczarnią, Paddington zachwycał się jego pięknem. Okazało się jednak, że w budynku nie ma kanapek z marmoladą. Nie ma nawet marmolady pomarańczowej. Stara Pomarańczarnia obecnie mieści w swoich wnętrzach jedynie kilka drzewek pomarańczowych, galerię rzeźby oraz Teatr Stanisławowski z doskonałą akustyką. Front Starej Pomarańczarni bardzo podobał się Paddingtonowi, ponieważ jest zbudowany z wielu ogromnych okien. Dzięki temu drzewka pomarańczowe nawet w zimie mają dostatecznie dużo światła.
Kiedy Paddington poszukiwał z Pawiem pióra z pawiego ogona, Paw nagle rozłożył swój ogon. Wtedy Paddington zauważył coś dziwnego.
-Pawiu, a którego konkretnie pióra brakowało w Twoim ogonie?
-Oj, takiego najdłuższego na samym środku ogona. O widzisz, tam, gdzie jest puste … – w tym momencie Paw odwrócił głowę w kierunku swoje pięknego ogona. I bardzo się zdziwił. Ponieważ w ogonie nie brakowało ŻADNEGO pióra!
-Widzisz Pawiu, chyba jedno pióro zaczepiło się o drugie. Kiedy rozłożyłeś ogon – nie zauważyłeś go i pomyślałeś, że je zgubiłeś. Tymczasem – ono było cały czas razem z tobą. – wydedukował miś.
-Paddingtonie – bardzo dziękuję Ci za rozwiązanie zagadki mojego zaginionego pióra! Bez ciebie pewnie nigdy nie zorientowałbym się, że moje pióro nie zginęło i cały czas jest ze mną.
-A ja bardzo się cieszę, że dzięki twojemu pióru mogłem zwiedzić ten przepiękny, stary ogród. Ale teraz może wrócę już do dzieci – bo mogą mnie szukać.
[1] W.Szekspir Romeo i Julia, tłum. Józef Paszkowski
Piękne, praca dzieciaków oczywiście wspaniała, ale ja i tak nieprzerwanie biję pokłony dla Twojej pomysłowości.
Umi, Kochana, dzięki! Ale to czytelnicy podpowiedzieli, co zrobić
<3